List Janka z Łodzi – po turnusie terapeutycznym w Wiśle (sierpień 2015)

Chciałbym się podzielić z Wami swoimi wrażeniami i odczuciami związanymi z terapią oraz pobytem na turnusie terapeutycznym w Wiśle w sierpniu 2015 roku.

Jestem osobą 50 + , która jąka się już od kilkudziesięciu lat. Wcześniej nie podejmowałam żadnej próby leczenia, ponieważ nikomu z moich znajomych z tym samym problemem nie udało się pokonać tej wady, mimo wielu starań i uczestnictwa od najmłodszych lat w różnego rodzaju terapiach. Oni już wiele lat temu odpuścili, a ja odwrotnie. Zachęcony przez przyjaciółkę do realizacji wydawałoby się nierealnego życzenia noworocznego – zaprzestania się jąkać, skontaktowałem się z panem doktorem Chęćkiem ze Specjalistycznego Centrum Terapii Jąkania w Wodzisławiu Śląskim. Zostałem przez niego zbadany, a następnie zakwalifikowany do terapii i udziału w turnusie. Z racji wieku miałem wiele wątpliwości. Czy to w ogóle ma jakiś sens ? Czy mi się uda, mając w głowie utrwaloną przez tyle lat porażkę w mowie? Czy odnajdę się w grupie dużo młodszych ode mnie osób? Obaw było naprawdę dużo.

Od połowy marca , aż do sierpniowego turnusu bardzo intensywnie ćwiczyłem według zaleceń pana dr. Mieczysława Chęćka i pani mgr Elżbiety Bijak. Wykonywałem też co tydzień terapeutyczne telefony, w czasie których korygowana była na bieżąco moja mowa. Byłem podbudowywany psychicznie oraz mobilizowany do dalszej konsekwentnej, ciężkiej pracy. Tak, ciężkiej pracy, bo bez niej nie da się zmieniać mowy na płynną. W ciągu 5 miesięcy trenowania, jak sportowiec przygotowujący się na olimpiadę, miałem gorsze dni, załamania, ale nawet wtedy nie schodziłem z wytyczonej drogi. Miałem też okresy przetrenowania, nadwyrężenia gardła. Oj działo się ... przecież nie żyłem na bezludnej wyspie upajając się spokojem i beztroską . Problemy życia codziennego tak zawodowe jak i osobiste też mnie nie szczędziły. Mówiłem sobie, że jak nie uda się pokonać jąkania, najwyżej poddam się jak wielu innych..., ale po turnusie. To miała być moja olimpiada. Pasowała mi taka interpretacja, bo jako były sportowiec mam we krwi trenowanie by być lepszym.

Po paru miesiącach ćwiczeń, miałem jednak problem. Doszedłem do etapu , że mimo ciężkiej pracy nad tekstami i emisją głosu, moja mowa wcale się nie poprawiała. Wszystko stanęło w miejscu. Wada wygrywała zwłaszcza w sytuacjach stresowych. Od pana dr. Chęćka i pani mgr Bijak dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak logofobia i to ona nie pozwala mi robić widocznych postępów w stresującym życiu. Byłem uspokajany, że dopiero turnus pozwoli mi na zrobienie milowego kroku, że nabędę tam umiejętności przenoszenia tego co wytrenowane do otaczającego mnie świata . Czekałem na sierpień jak na przełomowe dwa tygodnie w moim życiu. Sam byłem ciekawy jaką to magiczną różdżkę ma pan Doktor i jego zespół ? W jaki sposób natchnie mnie i „naprawi” mój mózg tak, bym płynnie mówił, jak płynnie myślę lub mówię do siebie?

Na turnus jechałem jak na nieznaną i niezwykłą przygodę. Pomyślałem – no wreszcie grupa zawodowców będzie pracować nad korektą tego, co mi przeszkadza od wielu lat i pogarsza mój standard życia. Już od pierwszego dnia wraz z innymi uczestnikami turnusu wzięci byliśmy w ostre ryzy terapii. Od rana do wieczora zagospodarowano nam czas i nie pozwalano na zapomnienie - po co tu przyjechaliśmy. To nie były wczasy, a czas ciężkiej do bólu pracy. Jednak ten rodzaj dyscypliny mi nie przeszkadzał, a wręcz dawał nadzieję na pomyślne efekty. W podświadomości czułem, że wreszcie coś dobrego dzieje się w walce z moją wadą. Najbardziej czułem przełamywanie logofobii , która była na moim etapie wytrenowania najsłabszym punktem. Oj, „bolało” mnie występowanie publiczne na forum „turnusowiczów” oraz zadania specjalne do wykonania w centrum Wisły. Były to elementy, które przełamywały moje słabości, jak lodołamacz rozbijający grube kry lodowe. Z dnia na dzień czułem się pewniej w mowie. Także moje wystąpienia zaczynały być śmielsze. Moja mowa stawała się coraz wolniejsza, a głos pewniejszy. Mogłem już mówić to co myślę, a nie to co mogę wymówić. Bardzo cenię wkład pracy terapeutów i wolontariuszy . Niezwykle cenne były też rozmowy i wzajemne wspierania się wśród „turnusowiczów”. Na zakończenie pobytu wszyscy poddani zostaliśmy ponownym badaniom. Okazowo się, że moja logofobia zmniejszyła się o połowę. A więc duży sukces! Osiągnąłem we współpracy z terapeutami, wolontariuszami i innymi uczestnikami to, o czym marzyłem. Nauczyłem się też prawidłowej emisji głosu oraz delikatnego startu mowy. Otrzymałem duże wsparcie psychologiczne. Nauczyłem się relaksacji, innego mądrego podejścia do rozwiązywania problemów, dystansu do szalonego, pędzącego świata. Uwierzyłem w siebie. Mogę więc wszystkim jąkającym się, bez względu na wiek polecić terapię u pana doktora Mieczysława Chęćka oraz uczestnictwo w turnusie terapeutycznym. Jednego żałuję, że tak późno zdecydowałem się na kompleksową terapię mowy. Teraz już wiem, jaki jest klucz do pozbycia się jąkania: własna determinacja oraz trafienie w ręce profesjonalnych doświadczonych specjalistów, którzy nakreślą prawidłową ścieżkę terapii, a turnus jest wisienką na torcie - JEST NIEZBĘDNY.

Zapytacie zapewne, co po zakończeniu turnusu? Odpowiadam.

Nie ma powrotu do stanu sprzed turnusu, a tym bardziej sprzed marca 2015 – początku terapii , kiedy to w sytuacjach stresowych bardziej się jąkałem niż mówiłem płynnie. Owszem, w dalszym ciągu jest praca nad sobą , ale już z dużo wyższego poziomu, lepszej, płynniejszej, wolniejszej mowy, zmniejszonego poziomu logofobii , z wieloma umiejętnościami, technikami prawidłowej mowy wyniesionymi z turnusu. Teraz bywa , że zatnę się lub lekko przyśpieszę, głównie w sytuacjach bardzo stresowych i wtedy , gdy zapomnę o nowych prawidłowych nawykach mówienia. Stara ułomna mowa właśnie czasami chce się przebijać, ale moja wiedza i nabyte umiejętności nie pozwalają jej na wiele. Już wiem, że nikt nie ma magicznej różdżki, która zaczaruje jąkanie i przegoni z mojego życia. Magię stanowią ludzie wspierający w terapii : pan dr Chęciek i jego zespół, bliscy i my sami.

Mam nadzieję, że przy wsparciu terapeutów, koleżanek i kolegów z turnusu, z którymi w dalszym ciągu utrzymuję kontakt, pokonam całkowicie jąkanie - w 100 % , tak jak udało się to wielu innym przede mną.

Dziękuję jeszcze raz WSZYSTKIM, których poznałem w czasie terapii i turnusu. Dzięki Wam działam w lepszym wymiarze. Wam, z całego serca życzę sukcesów i szczęścia.

PS.
Szczególnie dziękuję terapeutom za :
Panu M. Chęćkowi – za trzymanie pieczy nad wysokim poziomem terapii
Pani E. Bijak – za mistrzowski „delikatny start” i wzorcową terapeutyczną mowę
Panu E. Bażańskiemu - za zrobienie z nas prawie aktorów i niekonwencjonalne metody poprawy emisji głosu
Pani Eli Skrzypiec-Kucharzewskiej - za profesjonalność w pracy nad naszą emisją głosu
Pani D. Kamińskiej i panu T. Brawańskiemu – za „echo” i zadania specjalne w przełamywaniu logofobii
Panu J. Durczokowi – za skuteczną i ważną psychologiczną odnowę naszej głowy

Serdecznie dziękuję również wszystkim wolontariuszom za olbrzymie wszechstronne wsparcie.

Osoby zainteresowane rozmową na temat terapii i turnusu zapraszam do kontaktu : 664675161.

Łódź, grudzień 2015

Najnowsze informacje

logo nowe1

Zmodyfikowana Psychofizjologiczna Terapia Jąkania

ul. Kubsza 31, I piętro
44-300 Wodzisław Śląski
Polska

Skontaktuj się

Komórka: +48 605 855 058
Stacjonarny: +48 32 415 22 23
E-mail: mcheciek@op.pl

Rejestracja wyłącznie drogą telefoniczną lub mailową

Poniedziałek - Czwartek:
17:30 - 19:30